Kategoria: Porady

List motywacyjny – trochę fakty i trochę mity

55AF51EA3B-01
“CV oraz list motywacyjny prosimy kierować na adres…” No przecież nic się nie stanie, jeśli wyślę tylko CV. Przecież mam idealne kwalifikacje. I tak nikt nie czyta listów motywacyjnych… Przyznaj się, jak wiele razy zdarzyło Ci się zignorować ten warunek i pozbawić się szansy na rozmowę kwalifikacyjną? Pomyślisz sobie, że nie mogło chodzić o to. Może rzeczywiście, ale kto wie, jak potoczyłaby się Twoja kariera, gdybyś zdecydował się jednak w kilku zdaniach przedstawić swoją kandydaturę. To mógłby być kolejny tekst z cyklu: “co zrobić, żeby napisać list motywacyjny, który zaskoczy rekrutera oryginalnością?”, ale nie do końca o to chodzi. Chodzi o to, żeby budować swoją markę osobistą świadomie i z głową.

Możesz przekonywać siebie i wszystkich wkoło, jak bardzo bez sensu jest pisanie listu motywacyjnego w czasach, kiedy rekruterzy coraz częściej wspomagają się technologią ATS (Applicant Tracking Systems), czyli oprogramowaniem do skanowania CV pod kątem słów kluczowych. Wciąż jednak wiele firm, do których zamierzasz aplikować, stosuje tradycyjne metody rekrutacji pracowników. Jeśli więc na wstępie postanowisz przymknąć oko na prośbę pracodawcy, na niewiele się zda zapewnianie w CV, że masz cechy osoby odpowiedzialnej, zmotywowanej i ambitnej. W liście motywacyjnym nie chodzi o to, żeby pokazać swoją desperację w poszukiwaniu pracy, nie musisz w nim nikomu schlebiać, ani pisać peanów ku czci firmy (choć na pewno warto wspomnieć, że są fajni :)). Wykorzystaj go jako formę wstępnej autoprezentacji, narzędzie do budowania swojego wizerunku. Jeśli już na tym etapie dasz się poznać i polubić potencjalnemu pracodawcy, ciężko mu będzie przejść obojętnie obok Twojej kandydatury.

(Nie) łam zasad
Temat tworzenia idealnego listu motywacyjnego jest wyeksploatowany do granic. Po zapoznaniu się z dziesiątkami poradników da się zauważyć, że pewne zasady pozostają niezmienne. Co chwile trafiamy jednak na mniej lub bardziej cenne wskazówki, jak urozmaicić nasze podanie o pracę posługując się dobrodziejstwami nowoczesnej technologii. Czy to się sprawdza? Tego nikt nie jest w stanie zagwarantować. Czy list pisany ściśle według wytycznych ma w ogóle szansę być oryginalny? Tak, jeśli nie wybierzesz drogi na skróty i nie będziesz ślepo podążał za tymi wytycznymi, ale weźmiesz pod uwagę specyfikę branży i firmy, do której aplikujesz. Przyjrzyjmy się kilku popularnym zasadom pisania listów motywacyjnych, by lepiej zobrazować to, o czym mówię.

1.Prawidłowa formuła listu motywacyjnego
Nagłówek, wstęp, rozwinięcie, zakończenie – oczywiście dobrze jest stosować się do tego schematu, choćby po to, by nie stracić kontroli nad tekstem. Wróćmy teraz do tego, o czym pisałam wyżej – specyfika firmy. Jeśli aplikujesz do poważnej korporacji, to bezpieczniej będzie zachować ostrożny dystans, stosując odpowiednie formy grzecznościowe. Wiedząc jednak, że w firmie panuje przyjacielska atmosfera, możesz pozwolić sobie na dużo więcej luzu i może nawet spróbować zamienić sztywne “Szanowni Państwo” na swobodne “cześć” :) Zdaję sobie sprawę, jak pomocne wydają się być wszelkie wzory i formułki, zwłaszcza, jeśli akurat nie czujesz się mistrzem słowa. Pamiętaj jednak, że choćby nie wiem, jak bardzo były oryginalne, istnieje spora szansa, że przed tobą wykorzystało je w swoim liście motywacyjnym mnóstwo osób. Inspiruj się, byle nie za mocno. Zawsze lepiej stworzyć koślawy tekst od podstaw i poprosić o jego korektę znajomego o lekkim piórze, niż wysłać w świat kolejny poprawny, niczym nie wyróżniający się zbiór regułek.

2. Powoływanie się na prywatne kontakty w firmie
Panuje powszechna opinia, że żeby dostać dobrą pracę, trzeba mieć znajomości. Ale znajomość znajomości nierówna. Wielu doradców zawodowych radzi, by w pierwszych zdaniach listu motywacyjnego informować o utrzymywaniu relacji towarzyskich z pracownikiem firmy, do której aplikujesz. Możesz na tym zyskać kilka plusów, o ile wspomniany znajomy jest przykładnym pracownikiem, lubianą osobą. A co, jeśli jest odwrotnie? Co, jeśli rekruter zwyczajnie nie przepada za twoim kolegą, bo ten notorycznie wypija mu mleko do kawy? Chyba lepiej nie ryzykować i poszukać sobie lepszych argumentów.
Podobnie kontrowersyjna wydaje się wskazówka, by w liście motywacyjnym przyznawać się do lustrowania profili rekrutera w mediach społecznościowych. Fajnie, jeśli okaże się, że studiowaliście ten sam kierunek albo macie podobne zainteresowania. Możesz jednak spróbować wykorzystać te informacje w znacznie mniej inwazyjny sposób, próbując dyskretnie do nich nawiązać. Chwaląc się wiedzą na temat prywatnego życia rekrutera, nie tylko mu nie zaimponujesz, a możesz zostać posądzony o stalking.

3.Pisanie o swoim doświadczeniu na przykładach
Dobry pomysł, ale jak to zrobić, jeśli akurat jesteś na początku swojej drogi zawodowej i nie masz żadnego doświadczenia? Wykorzystaj … życie. Wszystko, co robisz, twoje otoczenie, zainteresowania, pasje, składają się na to, jakim jesteś człowiekiem i pracownikiem. Skoncentruj się na wymaganiach z oferty pracy, o którą chcesz się ubiegać i przedstaw siebie jako idealnego kandydata, opisując życiowe sytuacje, w których dałeś się poznać jako osoba odpowiedzialna, kreatywna, konsekwentna itp. Może brałeś udział w jakimś konkursie, pisywałeś do szkolnej gazetki, byłeś członkiem drużyny sportowej, a może po prostu masz niesforne rodzeństwo, nad którym musiałeś zapanować. Te doświadczenia mogą ci się wydawać nieistotne, ale umiejętności, które nabyłeś na podwórku, wolontariacie czy obozie harcerskim są niekiedy cenniejsze niż te potwierdzone certyfikatem 2-dniowego kursu. Nie bój się o tym wspominać w swoim liście – to wzbogaci go o dodatkowy kontekst emocjonalny, przez co będzie bardziej autentyczny i oryginalny.

Kontakt pierwszego stopnia
Co prawda ten tekst skupia się na zagadnieniu listu motywacyjnego, jednak nie mogę wprost nie wspomnieć o znaczeniu pierwszego kontaktu (mailowego). Czy wysyłając aplikację za pośrednictwem popularnych portali z ogłoszeniami o pracę, zadałeś sobie odrobinę trudu i choć raz zmodyfikowałeś treść wiadomości wysłanej do pracodawcy? Nie? No właśnie. Może i nie jest to uchybienie, które może zaważyć na losach twojej kandydatury, ale dlaczego nie wykorzystać tego narzędzia do zwiększenia swoich szans? Podobnie rzecz ma się z mailami, które wysyłamy bezpośrednio na adres pracodawcy. “Zgłaszam swoją kandydaturę na stanowisko…” – można tak, ale po co? Przecież wystarczy załatwić kwestie formalne odpowiednim tytułem maila. Zacznij niestandardowo, zachęć do czytania, zainteresuj, potraktuj wiadomość jako przed-list motywacyjny. Spraw, żeby po przeczytaniu twojego maila rekruter/pracodawca kojarzył go z twoją aplikacją, a przestaniesz być anonimowym kandydatem. Gwarantuję, że podczas rozmowy rekrutacyjnej co najmniej raz usłyszysz: “O! To Ty napisałeś do nas tego fajnego maila!”. Kiedy jesteś jednym z kilkudziesięciu kandydatów o podobnych kwalifikacjach, to może być twoja jedyna szansa, by się spośród nich wyróżnić. Spróbuj i daj znać, jak poszło :)
Nic nie ryzykujesz, a jeśli się uda, to pamiętaj, żeby być autentycznym podczas rozmowy kwalifikacyjnej.  

 

Dlaczego warto być autentycznym podczas rozmowy rekrutacyjnej?

man-crazy-funny-dude-45882
W internecie roi się od poradników: “jak dobrze wypaść w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej i pokazać swoją prawdziwą osobowość”, w których możemy przeczytać o tym, jak właściwie powinniśmy się ubrać, co mówić, jak się zachowywać, co robić, a czego nie? Zaraz, zaraz, a gdzie tak na prawdę w tym wszystkim jesteśmy MY? Skoro pierwszym wrażeniem rządzi pewien schemat zachowania, zdaje się, że już niewiele miejsca zostaje nam na przemycenie prawdy o sobie. Po co więc wyłamywać się z tego schematu, skoro to podobno recepta na sukces? Bo możemy na tym tylko skorzystać!

Randka z rekruterem
Oczywiście warto zapoznać się z uniwersalnymi radami zawartymi we wspomnianych tekstach, bo stanowią one cenne kompendium wiedzy o tym, co może nam się “przytrafić” podczas rozmowy rekrutacyjnej. Istnieje spora szansa, że po tygodniach studiowania tego typu poradników będziemy już na tyle przygotowani do rozmowy, że nic nie będzie w stanie nas zaskoczyć – przynajmniej jeśli chodzi o klasyczne formy rekrutacji. Łatwo tu jednak wpaść w pułapkę konwencjonalności, która pozbawi nas całego fun-u wynikającego z obcowania z rekruterami. Co to za przyjemność? – zapytacie. Cóż, rzeczywiście znam lepsze formy spędzania czasu, ale skoro nie możemy wyeliminować tego etapu z procesu poszukiwania pracy, sprawmy, by był on po prostu trochę przyjemniejszy.
Dlaczego nie potraktować więc rozmowy rekrutacyjnej jako formy nawiązywania nowej znajomości? Większość z nas znajduje satysfakcję w poznawaniu ludzi. Staramy się wtedy zaprezentować z jak najlepszej strony, żeby zrobić pozytywne wrażenie na osobie, z którą chcemy nawiązać głębszą relację towarzyską. Rozmowa kwalifikacyjna rządzi się podobnymi prawami, choć przy okazji generuje zdecydowanie wyższy poziom stresu. Nie będę Was zwodzić – nie ma uniwersalnego sposobu, by pozbyć się go na dobre. Możemy go jednak w dużym stopniu ograniczać. Zamiast bez ustanku przerabiać kolejne wersje scenariusza nadchodzących wydarzeń, skupmy myśli na czymś innym, przyjemnym lub po prostu zajmijmy się rutynowymi czynnościami. No i najważniejsze – sprawiajmy sobie drobne przyjemności – porządne śniadanie czy ulubiona muzyka w słuchawkach wprawią nas w dobry nastrój. (Relax, (don’t) do it! …)
Jeśli czas i okoliczności nam na to pozwalają, dobrym pomysłem jest też zaangażowanie rekrutera w niezobowiązujący small talk, jeszcze przed oficjalną częścią spotkania. Dzięki takim pogawędkom nie tylko rozładowujemy napięcie, ale także damy się poznać jako osoba kontaktowa i otwarta.

Pułapka ideału
Zarówno w życiu osobistym, jak i podczas rozmowy ważne jest, by nie przeidealizować swojej osoby, nie nadawać jej fałszywych cech. Dlatego wszystkie rady w stylu: uśmiechaj się, utrzymuj kontakt wzrokowy, panuj nad emocjami i mową ciała, mogą okazać się nie do końca słuszne, jeśli komunikację chcemy zbudować wokół swoich prawdziwych atutów. Zwłaszcza, jeśli niekoniecznie lubimy się uśmiechać, ale za to nadrabiamy dobrym przygotowaniem.
Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne, bezsprzecznie. Cóż jednak zostanie z tego wrażenia, jeśli kilka tygodni po podjęciu zatrudnienia okaże się, że w swojej ocenie pomylił się zarówno rekruter – zakładając, że kandydat idealnie odnajdzie się w firmie, jak i pracownik, który tak bardzo się starał, że aż przesadził … i tak naprawdę wcale mu się tu nie podoba :( W końcu rozmowa kwalifikacyjna powinna być źródłem informacji dla obu stron, o czym wiele osób zdaje się zapominać.
Dlatego nie bójmy się okazywać w tej konkretnej sytuacji prawdziwych emocji i reakcji, bo paradoksalnie mogą nas one uratować przed podjęciem złej decyzji i oszczędzić wiele czasu, straconego w miejscu pracy niedopasowanym do naszych potrzeb i predyspozycji. Schemat jest prosty – udawanie ma smutny koniec.

schemat
Warto pamiętać, że czasem to, co próbujemy ukryć przed rekruterem, może okazać się naszą największą zaletą, a przez usilne pragnienie bycia idealnym, nigdy się o tym nie dowiemy. Ba, będziemy zdziwieni, dlaczego nikt nie chce nas zatrudnić, skoro wszystko robimy tak, jak trzeba. Podczas rozmowy nie starajmy się więc za wszelką cenę zachowywać pokerowej twarzy. Malujące się na niej zdenerwowanie może nam przysporzyć więcej sympatii niż chłodne wyrachowanie.  

Hola, hola!
No dobrze, wszystko idzie po naszej myśli, atmosfera się rozluźniła, “a wie pan, co najbardziej mnie denerwuje?”… Stop! Nie testujmy wytrzymałości naszego rozmówcy. Pamiętajmy, że rekrutacja to nie czas i miejsce na niesmaczne żarciki czy osobiste wycieczki. Na tym etapie nie wiemy jeszcze do końca, na co możemy sobie pozwolić, więc profilaktycznie lepiej będzie nie dzielić się z rekruterem swoimi głębokimi przemyśleniami na temat pokoju na świecie i polityki prorodzinnej. Nie chcemy przecież, żeby po zakończeniu rozmowy pomyślał skonsternowany: “co tu się właściwie wydarzyło?”. Dlatego, jeśli nie jest to konieczne, unikajmy kontrowersyjnych i niewygodnych tematów, skupiając się na tym, co naprawdę istotne.
Jeśli natomiast z natury jesteśmy osobami wyjątkowo ekspresyjnymi, starajmy się hamować swoje podekscytowanie. Chcąc nie chcąc możemy swoim usposobieniem zdominować rozmowę, a w takich warunkach żaden rekruter nie będzie czuł się komfortowo. W efekcie przekreślimy swoje szanse na wymarzoną pracę. Jeśli zauważymy po drugiej stronie niepokojące oznaki zniechęcenia lub znużenia, wycofajmy się gładko, pozwólmy rozmowie na przywrócenie właściwych ról.

Konkludując, pokazywanie indywidualnych cech naszego charakteru na rozmowie rekrutacyjnej może nam przynieść wiele niespodziewanych korzyści, ale też obnażyć nasze słabości. Pozostawanie autentycznym wciąż jednak pozostaje lepszym pomysłem niż zakładanie maski, która będzie uwierać nas każdego dnia. Naturalność w połączeniu z zachowaniem zasad profesjonalizmu zagwarantują nam pracę. Nie każdą, ale taką, do której pasujemy :)